Arkadiusz Lindner ukończył hiszpańską eliminację Pucharu Świata w Rajdach Cross Country na znakomitym piątym miejscu w klasyfikacji quadów.

W miniony weekend oczy kibiców rajdowych z całego świata skierowane były na hiszpańskie miasto Teruel, gdzie mieściła się baza siódmej rundy Pucharu Świata w Rajdach Cross Country. Do Aragonii przybyli czołowi kierowcy quadów, motocykli, samochodów terenowych i ciężarówek. Po raz pierwszy na hiszpańskich bezdrożach wystąpił Arkadiusz Lindner, jadący quadem Can-Am Renegade 850, przygotowanym przez warsztat Kingsquad Customs.

Trzydniowe zawody podzielone były na cztery odcinki specjalne o łącznej długości ponad 500 kilometrów. 13-kilometrowy prolog nie poszedł po myśli zawodnika Łódzkiego Klubu Offroadowego. Do mety pierwszego oesu dotarł dopiero z czternastym czasem. Na szczęście polski zawodnik szybko odnalazł swoje rajdowe tempo. Arek całkowicie zrehabilitował się na pozostałych trzech etapach, kończąc je dwukrotnie na szóstym i raz na czwartym miejscu. Finalnie Lindner uzyskał piątą lokatę, tracąc zaledwie 1 min i 23 sek. do poprzedzającego go  Rafaela Trempsa. 

– Przez cały rajd czułem wewnętrzne ciśnienie, by dorównać lokalnym zawodnikom, którzy przede wszystkim znakomicie znają te tereny, ścigają się na quadach średnio 200 kg lżejszych od mojego Can-Ama, przez co są niesamowicie szybcy. Ta moja presja sprawiła, że popełniłem bardzo proste błędy w postaci kilkukrotnego przekroczenia dozwolonej prędkości o 1-2 km/h. Cena tych błędów okazała się bardzo wysoka, ponieważ otrzymałem 12 minut kary i zamiast stanąć na podium, ciesząc się z pucharu za trzecie miejsce, zostałem sklasyfikowany na piątej pozycji. Wynik ten oczywiście bardzo mnie cieszy, bo nie spodziewałem się, że będę tak wysoko, ale też jestem zły na siebie, bo mogło być jeszcze lepiej – podsumowuje  Arkadiusz Lindner.  

Po powrocie do Polski Arek i jego rajdowy zespół nie będą mieli dużo czasu na odpoczynek.  Już  w dniach 9-11 sierpnia wezmą udział w kolejnej rundzie Pucharu Świata w Rajdach Cross Country. Tym razem rajdowa karawana odwiedzi Węgry, gdzie odbędzie się 15. edycja zawodów HunGarian Baja.  

 

(inf. prasowa Krzysztof Sutkowski Motorsport Media)

 

Dwóch zupełnie różnych z jednym celem! Mikołaj Stasiak oraz Piotr Kajrys już 21 i 22 lipca stanął do walki w finale Mistrzostw Europy na piekielnie wymagającym torze w czeskim Loket.

Jak co roku, nasi najmłodsi, ambitni zawodnicy na nudę i wolne weekendy zdecydowanie nie narzekają. Równocześnie do zaciętych zmagań w Mistrzostwach Polski Orlen MXMP, rozgrywane były także przystanki Mistrzostw Europy Strefy Północno-Wschodniej, na których nie brakowało również reprezentantów kraju nad Wisłą. Już w najbliższy weekend zmagania na całym Starym Kontynencie zwieńczy wielki finał w czeskim Loket.

Do finału Mistrzostw Europy dostają się tylko najlepsi z poszczególnych zakątków naszego kontynentu i żeby pojawić się na prestiżowej imprezie rozgrywanej podczas Mistrzostw Świata MXGP, trzeba uplasować się w pierwszej dziesiątce swojej strefy. W tym roku ta sztuka udała się naszym dwóm młodym zawodnikom z ogromnymi aspiracjami. Mikołaj Stasiak i Piotr Kajrys są już gotowi do walki z najlepszymi w Europie, którą stoczą 21 i 22 lipca w Czechach.

Mimo, że to dwaj zupełnie różni nastolatkowie to łączy ich wspólny cel - w przyszłości zostać czołowymi zawodnikami Mistrzostw Świata. Do zawojowania świata jeszcze długa droga, ale już teraz wyróżniają się na polskiej i europejskiej arenie. Poznajcie ich bliżej!

Mikołaj to niezwykle spokojny i dojrzały zawodnik, który potrafi kalkulować i zachować zimną krew w najtrudniejszych momentach. Przekłada się to na opanowaną, ale zawsze zawziętą jazdę 12-latka. Stasiak walczy do samego końca i dzięki świetnemu przygotowaniu kondycyjnemu potrafi atakować nawet na ostatnich okrążeniach, kiedy rywale już po prostu „wymiękają”.

Z kolei Piotr to jego całkowite przeciwieństwo - szalony i w gorącej wodzie kąpany, często jedzie na 110%. 11-latek zawsze jest piekielnie niebezpieczny, ale gdy odpali swój torpedowy tryb to lepiej zejść mu z drogi. Wydaje się, że najlepiej mu się jeździ pod sporą presją i w ciężkich warunkach. Gdy inni odpuszczają on, jak twardy żołnierz - zostaje do końca na polu bitwy.

Łączące ich twarde charaktery i nieustępliwość oraz oczywiście szybka jazda dały im miejsce wśród 40 najlepszych zawodników na Starym Kontynencie. Już w najbliższy weekend podopieczni Akademii Orlen Team będą mieli okazję udowodnić, że w takim towarzystwie dobrze się czują i nie mają kompleksów względem zagranicznych rywali.

Polski duet młodych, zawziętych zawodników liczy na głośny doping zawsze obecnych biało-czerwonych kibiców na czeskim torze w Loket. Wszyscy mocno trzymamy kciuki i życzymy im powodzenia. Nie będzie łatwo, ale jeżeli pojadą swoje to z pewnością będziemy mogli być z nich dumni!

(inf. prasowa Eliasz Dawidson/Biuro Prasowe Orlen MXMP, foto Maciej Wierzbicki )

Podobnie jak podczas poprzedniej rundy w Toruniu, zawodnicy serii Rok Cup Poland i tym razem musieli stawić czoła zmiennym warunkom atmosferycznym, które mocno dawały im się we znaki na kartingowej pętli Autodromu Słomczyn.

Podczas V rundy Rok Cup Poland 2018 w kategorii Baby Rok najlepiej radził sobie Iwo Beszterda (A. Leszczyński), który mimo dopiero piątego miejsca w kwalifikacjach i czwartego w przedfinale, wygrał najwyżej punktowany wyścig finałowy, co dało mu zwycięstwo w całych zawodach. Drugą lokatę zajął Marcel Kasprzycki (A. Wielkopolski), a trzecią lider klasyfikacji sezonu – Kacper Turoboyski (A. Leszczyński).

W kategorii Mini Rok, po nieco słabszym występie w Starym Kisielinie, ponownie klasę pokazał Piotr Protasiewicz (Wallrav Racing Club), który znakomicie radził sobie na mokrej nawierzchni i wygrał obydwa główne wyścigi. W podsumowaniu rundy Protasiewicz wyprzedził Jerzego Glaca (A. Wielkopolski) i Franciszka Czaplę (A. Leszczyński), którzy w gronie kilku innych zawodników toczyli heroiczny pojedynek o miejsca na podium.

Ciekawą rywalizację oglądaliśmy także w Junior Roku. W klasyfikacjach najszybszy był Adam Szydłowski (A. Leszczyński), ale w przedfinale nie zdobył on punktów po dyskwalifikacji za skrócenie trasy. W tym wyścigu triumfował Olaf Tyrakowski, ale w finale lepszy był jego kolega z Automobilklubu Wielkopolskiego – Karol Czepiel. W podsumowaniu rundy na drugim miejscu sklasyfikowano kolejnego zawodnika reprezentującego poznański klub – Mateusza Bartosika, a na trzecim stopniu podium stanął Vyacheslav Putyatin z Ukrainy.

Prawdziwą pogodową loterię przeżyli zawodnicy kategorii Rok GP14. Przed startem do wyścigu finałowego większość z nich zdecydowała się na opony na mokrą nawierzchnię, tymczasem Daniel Zając (Wallrav Racing Club), wracający po długiej przerwie Jan Galeja (A. Wielkopolski) oraz Marcin Zając (Wallrav Racing Club) wybrali sliki. Jak się okazało – słusznie, bo w takiej też kolejności ukończyli ten wyścig i całe zawody. Lider klasyfikacji punktowej, Adam Szydłowski, nie zaliczy weekendu w Słomczynie do udanych. Po niepowodzeniu w Junior Roku, w klasie Rok GP14 był dopiero 10, co oznacza, że jego przewaga nad Adrianem Janickim i Danielem Zającem stopniała odpowiednio do 17 i 18 punktów, a więc o wszystkim rozstrzygnie finałowa runda w Starym Kisielinie.

Klasę Shifter Rok tym razem wzmocnili: Lukas Korbela (A. Śląski) oraz Igor Lejko (Wallrav Racing Club) i to oni nadawali ton walce razem z liderem klasyfikacji Filipem Wójcikiem (A. Rzemieślnik). Korbela wygrał obydwa wyścigi finałowe i w podsumowaniu rundy wyprzedził Wójcika i Lejko.

Także i tym razem podczas ceremonii rozdania nagród zawodnikom nominowanym do Akademii Orlen Team wręczono po komplecie kartingowych opon, ufundowanych przez partnera strategicznego serii – koncern PKN Orlen. Warto jeszcze dodać, że najlepszym zawodnikom w poszczególnych klasach puchary wręczał m.in. Artur Kubica – ojciec naszego jedynaka w Formule 1 – Roberta.

Ostatnia tegoroczna runda serii Rok Cup Poland zostanie rozegrana w dniach 4-5 sierpnia w Starym Kisielinie koło Zielonej Góry.

(Zespół prasowy Rok Cup Poland)